Przejdź do treści

Leszek Marchel na mecie triathlonu

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Cztery miejscowości, setki uczestników, tysiące przebytych kilometrów – wakacje 2014 upłynęły na Kujawach pod znakiem triathlonu. KMW w tej sportowej rywalizacji reprezentował Leszek Marchel, na co dzień szef serwisantów w naszej firmie, a w wolnych chwilach zapalony sportowiec. Skąd wzięła się pasja do sportu i czy trudno jest rywalizować w tej dyscyplinie?

Brodnica, Nieporęt, Chodzież i Mrągowo – to na terenach tych miejscowości odbyły się cztery etapy tegorocznego Volvo Triathlon Series – we wszystkich uczestniczył Leszek, którego nie trzeba przekonywać do tego, że sport to zdrowie. Sportowy tryb życia prowadzi nie od dziś i jak się okazuje – to sprawa rodzinna, bo nie jest jedynym ze swojej familii, który posiada tak duże zamiłowanie do wysiłku fizycznego. Hobby współdzielą z nim synowie – z Tomaszem jeździ na rowerze, również w maratonach kolarskich, a z drugim, Pawłem, w przeszłości sporo biegał. Dlaczego w przeszłości? Cóż, miłość zbiera mu czas – mówi ojciec, uśmiechając się pod nosem.

Leszek podczas zawodów

Podczas tegorocznych wakacji Leszek połączył biegi z jazdą na rowerze, dorzucił do tego zestawu sporą odległość do przebycia w wodzie i wziął udział w zawodach triathlonowych. Dystans? 475 metrów płynąc, 22 i pół kilometra na dwóch kółkach plus jeszcze 5,25 km w biegu. Dla wielu to całkiem sporo, jak na jeden raz, ale triathlonowiec z KMW twierdzi, że nie jest to wcale tak ciężkie zadanie na jakie – być może – wygląda i nie potrzeba tutaj żadnych nadludzkich możliwości. Opisywany dystans to 1/8 Ironman, czyli ósma część najbardziej prestiżowych zawodów triathlonowych na świecie.

Trochę samozaparcia, chęci oraz motywacji i naprawdę każdy, praktycznie z marszu, jest w stanie tego dokonać – mówi i dodaje, że robi to przede wszystkim dla własnej kondycji oraz dobrego samopoczucia. Właśnie z takim podejściem startował w zawodach. W całej tej rywalizacji najważniejszy jest nie czas pokonania trasy, a raczej sam fakt, że się tego dokonało. Nie musisz wygrać, nie musisz być pierwszy na mecie, bo zawsze znajdzie się obok ciebie profesjonalny sportowiec, ktoś kto zrobi to szybciej – twierdzi. Według jego słów, do pokonania dystansu na trasie 1/8 Ironman (czyli właśnie tej, którą tego lata czterokrotnie sam przebył) wystarczą regularne ćwiczenia, które możemy zorganizować sobie na własną rękę – jazda rowerem, wizyta na basenie czy biegi po okolicy. Ale chyba najważniejszym czynnikiem są po prostu chęci oraz brak wyszukiwania wymówek i każdy jest w stanie znaleźć w sobie siły na chwilę w ruchu.

Sam uczęszcza do soleckiego parku wodnego, zauważa jednak, że pływanie w basenie to nie to samo, co poruszanie się na otwartej wodzie. Basen znasz, wiesz dokąd płyniesz, linia prosta, masz wyznaczone tory. Na zewnątrz jest inaczej, widzisz tylko horyzont, drzewa… trzeba mieć zdecydowanie lepszą orientację – podkreśla. I to właśnie ten etap triathlonu uznaje za najcięższy. Najlepiej czuje się za to na rowerze. Każdy ma swoją specjalizację, a ja najbardziej lubię rower. Niestety, na dystansie, w którym ja uczestniczę, nie da się na tym jakoś specjalnie zyskać w klasyfikacji generalnej – dodaje Leszek. Mimo tego, cały wyścig w Nieporęcie pokonał w bardzo dobrym czasie – poniżej półtorej godziny. Dokładnie 1h 26m 32s, co jest jednocześnie jego najlepszym wynikiem z zawodów, dzięki któremu w swojej kategorii wiekowej zajął 3 miejsce.

Dystans 1/8 Ironman jest dla mnie idealny. Kilka razy wziąłem udział w wersji ½ no i to już była ciężka rzecz – wspomina. A połowa całego cyklu Ironman to nie lada wyczyn: 1,9 km pływania, 90 km jazdy na rowerze i półmaraton, czyli 21,1 km w biegu.

Mimo iż Leszek Marchel powtarza, że zrobił to przede wszystkim dla własnej kondycji to wyniki mówią same za siebie – w każdej z czterech miejscowości plasował się w pierwszej połowie tabeli. Wakacyjne zawody Volvo Triathlon Series to była doskonała okazja, by sprawdzić swoje możliwości. Problemem, na który zwraca uwagę, mogą być koszty, jakie trzeba ponieść, aby wziąć udział w takiej zabawie. Każdy, kto biega, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest odpowiednie obuwie. Przed wszystkim, w kiepskich butach można zrobić sobie krzywdę, na nierównościach, kamieniach... Gruba podeszwa to podstawa. Same buty to koszt nawet kilkuset złotych, ale więcej kosztuje pianka do pływania czy rower. Trzeba wziąć to pod uwagę – dodaje Leszek.

To był pierwszy tego typu cykl, w którym wziął udział. Czy planuje powrócić tam podczas przyszłorocznego lata? To się dopiero okaże, może pod koniec tego roku lub na początku przyszłego znajdę jakiś inny? Na pewno byłaby to nowa przygoda w nowym miejscu. Tutaj to byłoby pokonywanie tej samej trasy. – mówi. Nie zamierza jednak biernie czekać do przyszłego roku i sezon jesienno-zimowy również spędzi w ruchu. Na pewno biegi no i ćwiczenia na trenażerze – zapowiada.

Ale to nie jedyne plany Leszka na nadchodzące miesiące – podczas przyszłorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zorganizuje on, przy współudziale swojej rodziny oraz pomocy Ośrodka Sportu i Rekreacji, minitriathlon dla mieszkańców Solca Kujawskiego. Za dorzucenie się do puszki WOŚP będzie można spróbować swoich sił na dystansie 1/50 Ironamana: 78 metrów do przepłynięcia na basenie, 3600 metrów na trenażerze rowerowym oraz 840 metrów biegu. Myślę, że około 30 kobiet i 30 mężczyzn będzie mogło wziąć w tym udział – mówi Leszek. A czy sam organizator spróbuje tam swoich sił? Oczywiście, że tak. To moje dziecko – zapowiada.

Kto wie, może właśnie tam ktoś połknie swojego triathlonowego bakcyla?

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij